top of page

Miłość ponad podziałami: moje osobiste doświadczenie

Zaktualizowano: 2 lut

Są doświadczenia, które długo pozostają niezrozumiałe — dopóki nie zostaną przeżyte.


Przez wiele lat trudno było mi pojąć, jak w perspektywie systemowej może pojawiać się myśl o miłości pomiędzy ofiarą a sprawcą. Rozumiałam ją intelektualnie, ale coś we mnie stawiało opór. Szczególnie wtedy, gdy dotyczyło to traum wojennych, przemocy, realnego cierpienia.


Do momentu jednego ustawienia.


W tej pracy byłam w reprezentacji ofiary wojennej. Ciało niosło ciężar, żal, złość, smutek. Było w tym doświadczeniu wszystko, co ludzkie i zrozumiałe. Granice były wyraźne. Dystans konieczny.


Wtedy wydarzyło się coś, czego nie da się zaplanować ani wymusić.


W pewnym momencie — poza historią, poza oceną, poza winą — znalazłam się poza żalem, złością i smutkiem. Pojawiła się gotowość, by spojrzeć sprawcy w oczy i jednocześnie — gotowość po jego stronie, by spojrzeć w moje.


W tym spojrzeniu pojawiło się uczucie, którego nie da się opisać słowami.

Ogromna, głęboka miłość. Nie sentymentalna. Nie naiwna.

Miłość, która nie zaprzecza krzywdzie, ale rozpuszcza to, co już nie musi trzymać.


To nie było rozgrzeszenie.

To nie było zapomnienie.

To było doświadczenie większego porządku — takiego, w którym role ofiary i sprawcy przestają być tożsamościami, a stają się losem, który został uznany.


Po tej miłości pojawił się ogromny spokój.

Coś wewnętrznie zaczęło się układać, jakby system mógł wreszcie odetchnąć.

To było bardzo mocne, poruszające doświadczenie, mistyczne.


Dopiero wtedy naprawdę zrozumiałam, że:

– bycie ofiarą jest faktem i wymaga pełnego uznania,

– ale pozostawanie w tej roli nie zawsze służy życiu,

– a miłość systemowa pojawia się nie wtedy, gdy ktoś ma rację, lecz wtedy, gdy to, co było, zostaje zobaczone takim, jakie jest.


Piszę o tym, bo temat ofiary i sprawcy bywa dziś spłycany, moralizowany albo używany jako argument. A w pracy systemowej dotykamy go inaczej — ciszej, głębiej, bez osądu.


To doświadczenie zostało we mnie jako cisza i spokój.

Nie jako odpowiedź, lecz jako zgoda na to, że życie bywa większe niż nasze wyobrażenia o nim.


W pracy systemowej nie szukamy winnych ani usprawiedliwień.

Szukamy miejsca, w którym życie może znów popłynąć.


Jak otworzyć się na głębsze rozumienie relacji?


Praca systemowa nauczyła mnie kilku cennych lekcji, którymi chcę się z Wami podzielić:


  • Zawieszam osąd i pozwalam sobie na obserwację bez interpretacji.


  • Pamiętam, że każda relacja zawiera w sobie warstwy znaczeń i połączeń, których mogę jeszcze nie rozumieć na pierwszy rzut oka.


  • Cisza jest nie tylko brakiem dźwięku - to przestrzeń, w której może objawić się głębsza prawda.


  • Uzdrowienie często przychodzi z akceptacją tego, co jest, zamiast walki z rzeczywistością.


Z serca do serca

Izabela Makowska


Łączymy serca,

uzdrawiamy systemy

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page